poniedziałek, 1 czerwca 2009

Komory gazowe w Konzentrationslager Warschau

Włodzimierz W. Bojarski
prof. dr hab. inżynier

Fabryka śmierci - Warschau

Konzentrationslager - KL Warschau to Vernichtungslager (wg. Rudolfa Hoessa) był niemieckim kompleksowym obozem zagłady mieszkańców stolicy i jej okolic oraz tysięcy Polaków mieszkających tu w czasie wojny, wysiedlonych z innych miast. Obejmował kilka podobozów na terenie miasta, komory gazowe, tereny męczeństwa i rozstrzeliwań oraz krematoria. Stanowił fabrykę śmierci, w której Niemcy przerabiali na popiół setki osób w ciągu doby. Ta straszliwa zagłada ludności polskiej była realizowana systematycznie, zgodnie z wcześniejszym, morderczym Planem Pabsta, jeszcze z 1939 r. Została ona zintensyfikowana zaraz po likwidacji warszawskiego getta. Mobilizowała też do obrony i była jednym z czynników stymulujących przygotowanie i wybuch Powstania Warszawskiego. Całkowite zburzenie miasta było również dalszym ciągiem realizacji wspomnianego planu zagłady polskiej stolicy.

Szacunki wskazują, że w kompleksie obozowym zamordowano około 200 tysięcy Polaków, niezależnie od pomordowanych później i zabitych w czasie Powstania Warszawskiego. To zbrodnia parokrotnie większa jak Katyń i Miednoje i podobnie jak tamte przez lata przemilczana i ukrywana. Także po wojnie, w lagrze przy Warszawie Zachodniej, kontynuowana była zbrodnicza działalność przez organy sowieckie NKWD, a następnie przez krajowy Urząd Bezpieczeństwa. Ci oprawcy przestrzegali, aby o lagrze nie mówiono. Także Żydzi i syjoniści, dawniej liczni w organach UB, wolą głosić, że Warszawa była miastem męczeństwa Żydów, a nie Polaków. (Tymczasem Żydzi byli masowo wywożeni i mordowani w Treblince oraz w Oświęcimiu – wraz z Polakami). Prawda o KL Warschau przeszkadza również nowym kolaborantom niemieckim. Wielu usiłuje więc tę prawdę jakoś przemilczeć i zamazać.

Komory gazowe w tunelu przy dworcu Warszawa Zachodnia

Obok różnych sposobów masowego morderstwa w KL Warschau, zapewne najważniejszą funkcję pełniły komory gazowe. Ich istnienie i funkcjonowanie jest wyjątkowo dobrze udokumentowane, m.in. dlatego, że te monstrualne, nieczynne urządzenia przy dworcu PKP Warszawa Zachodnia istniały po wojnie jeszcze przez pięćdziesiąt lat. W tym czasie zostały dobrze zbadane i udokumentowane, także dlatego, że próbowano (irracjonalnie i nieskutecznie) przystosować je do innych funkcji.

Z niemieckiego i morderczego punktu widzenia urządzenie wielkich komór gazowych do uśmiercania ludzi, w tunelu pod torowiskiem przy dworcu W-wa Zachodnia, miedzy dwoma sąsiednimi lagrami z ludźmi przeznaczonymi na zagładę, było pomysłem prawie oczywistym. Tym bardziej, że zaraz za torowiskiem, na wprost dworca Zachodniego znajdowała się wielka gazownia wytwarzająca trujący gaz miejski. Zapewne Niemcy próbowali wykorzystywać ten gaz w komorach tunelu do trucia ludzi. Stwarzało to jednak niebezpieczeństwo eksplozji, ponieważ gaz ten, w pewnej proporcji z powietrzem, tworzy mieszaninę wybuchową. Być może, stosowali także częściowo duszące gazy spalinowe z gazowni, ale tego nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że dostarczali do komór gazy trujące w butlach, gdyż o tym mówią świadkowie.

Usytuowanie dwu lagrów przy dworcu W-wa Zachodnia uwidocznione jest wyraźnie na planie sporządzonym ze zdjęć lotniczych z 1945 i 1947 r. oraz potwierdzone w kartograficznym opisie Konzentrationslager i we wspomnianych dalej zeznaniach świadków. Na planie tym i w opisie zaznaczone są również komory gazowe. W końcu 1994 r. plan ten, uznany jako dokument dowodowy, został przesłany w końcu 1994 r. stronie niemieckiej.

Niemiecki tajny plan Warszawy z lat 1936-37 ?, z opisem strategicznych obiektów, wskazuje w przedłużeniu ulicy Bema na przepust (przejazd) pod torami : jeden pas długości 82 m. i wysokości 6 m., z konstrukcją stalową pod torowiskiem. Z bliższych relacji i zdjęć widać, że obok głównego tunelu przejezdnego, od strony wschodniej istniał drugi węższy tunel dla pieszych. W tym to tunelu Niemcy w 1942 r. wybudowali i wyposażyli dwie banie gazotwórcze oraz wielkie wentylatornie i szyby wentylacyjne. Zdjęcia pokazują na międzytorzu: górne części bani gazotwórczych i wyloty szybów wentylacyjnych .

W baniach wytwarzano mieszankę morderczego gazu, jaki wentylatory dużej mocy tłoczyły do tunelu głównego, do trucia tam ludzi, a następnie wysysały ten gaz z tunelu i wydmuchiwały na zewnątrz, na torowiska. Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu podjęła dochodzenie prawne w celu pewnego ustalenia przeznaczenia i funkcji tych urządzeń. Dokumenty z 1988 r. podają wynikowe stanowisko w tej sprawie i stwierdzają jednoznacznie, że istniejące obiekty nie są urządzeniami kolejowymi ani drogowymi (np. dla potrzeb wentylacji tunelu).

Istotny dowód pracy komór gazowych w omawianym tunelu stanowi ekspertyza biegłych z.1989 r., złożona w śledztwie Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich przez czterech specjalistów z Politechniki Warszawskiej i innych placówek technicznych. Eksperci zgodnie stwierdzili: „Stan tych urządzeń wskazuje jednoznacznie na to, że były one urządzeniami komór gazowych z czasów okupacji hitlerowskiej”. Pewne wątpliwości powstałe w czasie niefachowych prób adaptacji tych urządzeń w okresie powojennym, o czym wspomina w.w. ekspertyza, wyjaśnia dodatkowy dokument.

Uzupełnieniem wspomnianej ekspertyzy jest komplet zdjęć tych urządzeń. Album dokumentacyjny obejmuje 11 zdjęć wraz z opisem technicznym. Między innymi zwrócono uwagę na gazoszczelne zamknięcia w przegrodach urządzeń, jednakowe w całym obiekcie. Takie drzwi widać też na zdjęciu górnej, zewnętrznej części bani, przy czym istotne jest, że drzwi są tu zamykane od zewnątrz, a więc gaz był wewnątrz. Nie są to drzwi np. do bunkra, narażonego na atak zewnętrzny.

Dalszy zbiór dowodów na istnienie i pracę komór gazowych w tunelu kolejowym przy dworcu W-wa Zachodnia stanowią zeznania szeregu świadków. Zeznają, że komory gazowe czynne były w tunelu głównie nocą, a tunel był zamknięty i dostęp do niego pilnie strzeżony. Bardzo cenne i konkretne są zeznania Feliksa Jedynaka, który jako maszynista kolejowy w latach 1940-1944 obsługiwał parowozownie w W-wie Wschodniej i W-wie Zachodniej oraz wiele razy przejeżdżał nad tunelem z komorami gazowymi. Stwierdza, że wielokrotnie widział, szczególnie po nocach, jak z tunelu wynoszono całe stosy trupów. „Przyjeżdżały po dwa, trzy ciężarowe samochody, na które więźniowie pod eskortą niemiecką, wrzucali martwych. (...) Pod tunel przyjeżdżał samochód ciężarowy, niemiecki z załadowanymi butlami. Butle te robotnicy wtaczali do tunelu. W butlach tych był jakiś rodzaj gazu. (...) Stojąc na wprost tunelu, wyziewały z niego opary duszące i wzbierające mdłości.” W drugim zeznaniu podaje m.in. : „Gazowanie Niemcy prowadzili nocą, a bardzo wcześnie rano wywożono zwłoki osób zagazowanych. Wynoszenie zwłok z komór gazowych i ich wywożenie na spalenie do krematoriów na Gęsiówce widywałem 3-4 razy w tygodniu w okresie od połowy kwietnia 1943 r. (...) Banie [gazotwórcze] zbudowane były jesienią 1942 r. na międzytorzu Dworca Zachodniego.”

Świadek Adela Koprowska stwierdziła m.in.: "Wozy prowadzili SS-mani w czarnych mundurach. Wtedy, kiedy wozy te pojawiały się przy tunelu, to tunel był nieprzejezdny (..) Po przywiezieniu transportu do tunelu słychać było jęki ludzkie (...). Wwożono do tunelu jednorazowo cztery wozy, czasem mniej, czasem więcej. Jak oni ludzi gazowali w tunelu, to rozchodził się zapach gazu, to czuć go było aż na ulicy Szujskiego [gdzie świadek mieszkała]. (...) W tunelu przy ul. Bema Niemcy gazowali ludzi, tak jak podałam, od jesieni 1942 r. do sierpnia 1944 r.” Częściowo te dane potwierdza także żyjący jeszcze świadek Bolesław Staroń.

Powyższe zeznania nie pozwalają na dokładniejsze oszacowanie liczby osób traconych w tunelu. Jeśli przyjąć, że w ciągu doby (nocy) Niemcy realizowali tylko jeden morderczy cykl opisywany przez świadków i dokonywali go cztery razy w tygodniu, to liczbę mordowanych osób w ciągu tygodnia można szacować na 600 do 900. Nie jest jednak wykluczone, że Niemcy truli ludzi w tunelu także bezpośrednio na samochodach, bez wyładunku i dokonywali tego dwa i trzy razy na dobę, co liczbę mordowanych znacznie by zwiększyło.

Przedstawione urządzenia komór gazowych stały wiele lat i każdy kto chciał, to je oglądał. Dopiero w związku z przebudową tuneli i potrzebą ich demontażu, Rada Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa w 1995 i 1996 r. postanowiła dokonać rekonstrukcji urządzeń zbrodni oraz opracować projekt architektoniczny upamiętnienia tego miejsca męczeństwa. Tutaj przez wiele lat ludność Warszawy składała kwiaty i zapalała znicze. Niestety, dotychczas Rada nie wywiązała się z tego ważnego obowiązku, który sama ustaliła.

Wprawdzie urządzenia komór gazowych w tunelu przy dworcu W-wa Zachodnia zostały zdemontowane i zniszczone kilkanaście lat temu, to są ludzie którzy stale je pamiętają. Ważniejsze, że są trwałe dowody. Wszystkie wskazane powyżej dokumenty stanowią niepodważalny dowód, że od 1942 r. do pierwszych dni sierpnia 1944 r. były i pracowały w tunelu wielkie komory gazowe dużej wydajności i w nich Niemcy masowo mordowali Polaków, po likwidacji getta w Warszawie.

Inne miejsca mordowania gazem w Kl Warschau

Niemcy stosowali gaz do trucia ludzi także w innych miejscach kompleksu obozowego. Dwa raporty Centralnej Służby Wywiadowczej Dowództwa Narodowych Sił Zbrojnych mówią o komorze gazowej urządzonej w gmachu byłego więzienia wojskowego przy ulicy Gęsiej nr. 26. Raport ogólny z 6.11.1943 r. donosi, że : „Tamże pod ziemią wybudowana została komora gazowa, nazywana przez więźniów „Piecem Śmierci”. Raport szczegółowy z 19.11.1943 stwierdza: „W nocy z 17 na 18 października 43 r. w b[yłej] dzielnicy żydowskiej przy ul. Gęsiej 26, w b[yłym] gmachu polskiego więźienia wojskowego, w komorze gazowej zagazowano po raz pierwszy 150 Polaków, zatrzymanych w ostatnich łapankach na ulicach Warszawy”. W dalszym ciągu raport donosi: Komora gazowa po pierwszym wypróbowaniu ma być czynna dla dalszych mordów”. (Cytuję za artykułem Leszka Żebrowskiego: Spór o Kl Warschau; Nasza Polska nr.34 z 14.11.2004 ).

Działały też mniejsze komory gazowe. M Trzcińska podaje (s.178), że w dniu 16 maja 1946 r. podczas oględzin sądowo-milicyjnych terenu posesji przy zbiegu ulic Gęsiej i Zamenhofa, sędzia Halina Woreńko widziała : „cele nie posiadające dalszych wylotów, z małym otworem pod sufitem”. Stwierdziła : „na środku celi kupę chloru, w krzakach ogródka rozsypany cyklon i puszki, w których widoczne były kryształki cyklonu wielkości ziaren fasoli”. Podobny obraz pomieszczeń w więzieniu przy ul. Gęsiej przedstawia protokół przesłuchania Andrzeja Janusza D. Zwraca on uwagę na fakt, że pomieszczenia te nie miały okien oraz miały drzwi uszczelnione gumą. W jednym pomieszczeniu były puszki z gazem. „Puszek tych widziałem na Gęsiówce tysiące (...). Przypuszczam, że to są właśnie komory gazowe”. Te dowody dają już pewność, że i w tych lagrach Kl Warschau stosowano na szeroką skalę gaz do mordowania Polaków.

Dokumenty i pomnik męczeństwa

Przez wiele lat po wojnie nie mówiono o lagrach niemieckich przy dworcu Zachodnim i o komorach gazowych w tunelu, ponieważ, jak już wspomniano, lagry te przejęły władze sowieckie – NKWD, a następnie UB. Był to temat tabu, nie do końca rozeznany i zapewne dlatego został pominięty w obszernej książce Władysława Bartoszewskiego p.t. Warszawski pierścień śmierci 1939-1944, opracowanej przed rokiem 1970. (Drugie, poszerzone wydanie książki ukazało się w 1970 r. i trzecie niezmienione w 2008 r.). W. Bartoszewski pisze jednak wyraźnie, że po likwidacji warszawskiego getta, od października 1942 r. poszerzyła się akcja eksterminacyjna przeciwko Polakom; wielkie obławy uliczne i zsyłki do obozów koncentracyjnych, w tym do Majdanka koło Lublina. Stwierdza też, że w następnej fazie (wymienia 1943 r.) wyraźnie zmalała liczba transportów kierowanych do obozów koncentracyjnych. W tym czasie „na plan pierwszy wysuwa się pospieszne, masowe mordowanie Polaków” [na miejscu]. (Patrz wyd. II, s. 440-441, lub wyd. III, s. 445-446). Jako miejsca straceń wskazuje jednak tylko ruiny getta i „prawie codzienne egzekucje publiczne”.

Masowe mordy ludności polskiej w obozie zagłady Kl Warschau oraz istnienie tam komór gazowych wraz z krematoriami stanowiły wprawdzie składnik świadomości narodowej, ale były znane nielicznej, ocalałej ludności stolicy. Ścisłe badania prokuratorskie dotyczące lagrów przy dworcu W-wa Zachodnia podjęła Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce dopiero w latach osiemdziesiątych i w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ub. wieku. Zweryfikowane dokumenty zostały w 1994 r. przesłane do Niemiec, jako materiał dowodowy, dla potrzeb prowadzonego tam procesu w Monachium.

W 2001 r. Sejm RP podjął uchwałę o budowie pomnika upamiętniającego męczeństwo i ofiary KL Warschau. Następnie Rada Warszawy przyjęła podobną uchwałę, wyznaczyła miejsce pomnika na skwerze Alojzego Pawełka przy ul. Prądzyńskiego oraz przyznała na ten cel dotację w wysokości pół miliona zł. na 2004 r. Wobec zgłaszanych, fałszywych wątpliwości, prezes Instytutu Pamięci Narodowej prof. dr. hab. Jan Kurtyka w oficjalnym stanowisku z 2006 r. stwierdził, że : "śledztwo w sprawie Kl Warschau (...) oraz jego dotychczasowe rezultaty – w świetle uchwały Sejmu RP z 27 lipca 2001 roku [w sprawie upamiętnienia ofiar Kl Warschau] pozwalają na uznanie treści tej uchwały za wystarczającą inspirację do dalszych działań na rzecz budowy pomnika w sprawie Kl Warschau."

Wbrew wszystkim dowodom, ustaleniom i uchwałom, budowa pomnika upamiętniającego ofiary Polaków pomordowanych w polskiej stolicy jest stale blokowana. Wielu Polaków, a nawet działaczy państwowych nie zna tej strasznej prawdy z najnowszych dziejów ojczyzny. Do zbrodni ludobójstwa dołącza się od kilku lat zbrodnia odmawiająca setkom tysięcy pomordowanych prawa do czci i pamięci. Jest to przejaw wielkiego zdziczenia, ponieważ czczenie pamięci zmarłych i poległych należy do najstarszych składników kulturowych jakie przez wieki były respektowane wśród wielu narodów, w czasie pokoju i na wojnie. Dopiero hitlerowcy i stalinowcy złamali ten ryt, m.in. w Warszawie i to jest jakoś kontynuowane.

Niniejsza prezentacja oparta jest na kopiach niekwestionowanych dokumentów, dotyczących komór gazowych, zaczerpniętych z ksiązki Marii Trzcińskiej: KL Warschau obóz zagłady dla Polaków (Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Lublin 2007), z książki Bogusława Kopki: Konzentrationslager Warschau Historia i następstwa (Wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2007) oraz innych dokumentów, wypożyczonych od M. Trzcińskiej. W ciągu wielu lat Pani sędzia Maria Trzcińska prowadziła z wielkim zaangażowaniem urzędowe śledztwo w sprawie KL Warschau. Za bogaty dorobek w tej sprawie wyrażamy Pani Sędzi wielkie podziękowanie. Niewątpliwie wszystkie te dokumenty znajdują się w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej.

Manipulacje historyczno-polityczne

Jak wspomniano, urządzenia komór gazowych stały jeszcze pół wieku po wojnie. Jednak w parę lat po ich rozebraniu, zamiast planowanej przez Radę Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa oraz zapowiedzianej w 1995 i 1996 r. rekonstrukcji komór oraz budowy pomnika upamiętniającego miejsce męczeństwa, ujawnił się jakiś zafałszowany nurt polityczny. Bez żadnych nowych badań, przewodniczący Rady Ochrony Pamięci, Władysław Bartoszewski stwierdził kategorycznie w wypowiedzi dla „Rzeczypospolitej” z 23.03.2004: „Nie było w Warszawie komór gazowych”. Wykluczył też istnienie w Warszawie obozu zagłady 200 tysięcy Polaków.

Dla podbudowania tej tezy podjęto poszukiwanie nowych świadków, którzy mogliby zaświadczyć, iż widzieli, że niczego nie było i nic nie widzieli. We wspomnianej powyżej książce B. Kopki jest zamieszczonych kilka takich zeznań i warto zwrócić uwagę na daty przesłuchań. Słyszałam, że znaleźli się i tacy rzekomi świadkowie, którzy nieproszeni składali wizyty księżom proboszczom na Woli, aby ich zapewnić, że nie widzieli ani lagrów, ani komór gazowych.

Drugi nurt nowego dochodzenia usiłował zdyskwalifikować wcześniejsze, bardziej wymowne zeznania świadków. W podanym w książce B. Kopki protokóle ponownego przesłuchania, w dniu 29.08.2005, Adeli K.(Koprowskiej), w wieku już 83 lat, widać ślady „zmiękczania” świadka, m.in. przez odczytanie mu fragmentów jego zeznania z przed kilku lat oraz zadanie absurdalnych pytań : „Czy była pani świadkiem, aby Niemcy w tunelu uśmiercali ludzi? oraz „Czy była pani świadkiem, aby w tunelu przy Dworcu Zachodnim Niemcy używali gazu?”. [A przecież tunel był niedostępny i pilnie strzeżony przez Niemców]. Świadek dostrzega rozbieżności w swych zeznaniach, ale zaznacza, że ma słabą pamięć. Potwierdza jednak wyraźnie, że w nocy jak się otworzyło okno czuło się gaz, „coś takiego słodkiego, zbierało się na torsje”.

Ważny świadek Feliks Jedynak chyba w 2005 r. już nie żył, ale w książce B. Kopki jest nota, że po latach sprawdzano zgodność jego danych personalnych. Dotarto też do kuzynki świadka, osoby młodszego pokolenia, zapytując, czy pan Feliks J. był rzeczywiście technikiem, inżynierem i maszynistą pracującym w warszawskich parowozowniach. I ta próba dyskwalifikacji wcześniejszego zeznania nie udała się.

Książka B. Kopki nie przedstawia wspomnianego na początku, ogólnego szkicowego planu kompleksu obozu Kl Warschau, z zaznaczeniem komór gazowych, przekazanego w 1994 r. stronie niemieckiej. Zamiast tego podaje, za książką wybitnego historyka N. Daviesa: Powstanie 44, podobny „domniemany” plan, zafałszowany pominięciem komór gazowych w tunelu. Taki zafałszowany plan widać ktoś popularyzował za granicą wśród historyków i stąd znalazł się on u N. Daviesa. A na zagranicznych autorów już się można w kraju powoływać, choć B. Kopka tego formalnie nie czyni.

Z dwudziestu dokumentów, dowodów istnienia komór gazowych i masowej zagłady Polaków w Kl Warschau, zamieszczonych w moim referacie na wspomnianą konferencję, książka B. Kopki podaje tylko trzy, a pomija wszystkie pozostałe. Nie próbuje nawet ich kwestionować, gdyż są niepodważalne. Za to książka wzbogacona jest licznymi protokółami nowszych przesłuchań świadków, które niewiele istotnego wnoszą do sprawy. Tak zredagowane, obszerne dzieło B. Kopki w pełni odpowiada zamówieniu politycznemu, wcześniej zgłoszonemu przez W. Bartoszewskiego. (A jeśli fakty i dowody przeczą takiemu zapotrzebowaniu, tym gorzej dla faktów). Książka została też zaraz wykorzystana przez prezydenta Warszawy H. Gronkiewicz-Waltz do zablokowania budowy pomnika upamiętniającego ofiary Kl-Warschau (pismo z 28.09.2007). Potwierdza to dodatkowo konstatację, że książka została opracowana na zamówienie polityczne i nie jest obiektywna.

Żyją jednak jeszcze świadkowie strasznych dni mordu i są wiarygodne dokumenty. W celu przypomnienia i uściślenia prawdy o KL Warschau Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zorganizował wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej 15 maja b.r. poważną konferencję naukową na ten temat. Niech prawda o KL Warschau i ludobójstwie setek tysięcy Polaków w polskiej stolicy dotrze do młodzieży i starszych oraz do tych, którzy są zobowiązani zrealizować uchwałę Sejmu RP i pomóc w budowie pomnika. Domagamy się uznania prawdy oraz poszanowania prawa i obyczaju. Domagamy się realizacji pomnika ofiar KL Warschau, a w przyszłości na wzgórzu, usypanym z warszawskiego gruzu i popiołu pomordowanych, powstanie godne mauzoleum z pomnikiem Miasta Nieujarzmionego.


Włodzimierz W. Bojarski
prof. dr hab. inżynier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz