poniedziałek, 6 lipca 2009

Narodowcy mówią?

Rzadko w Gazecie Wyborczej zamieszczane były artykuły dotyczące KL Warschau, a już nigdy artykuły ukazujące kulisy starań o uświęcenie ofiar obozu. Taką pierwszą jaskółką jest artykuł Iwony Szpali i Tomasza Urzykowskiego z dn. 30 06 2009 r. „Pomnik KL Warschau – narodowcy mówią nie!” (*) Tytuł trochę dziwny bo wynikało by z niego, że jacyś narodowcy sprzeciwiają się budowie pomnika.

Dziwni narodowcy

Z treści wynika, że narodowcami są członkowie „Komitetu Ofiar Zagłady” z prezesem A. Terleckim na czele. Nie słyszałem o takim komitecie, ale miło, że Gazeta przynajmniej w stosunku do tych domniemanych narodowców odeszła od ksenofobicznych praktyk epitetowania ich nazistami. Miło także, że nie wymienia się w artykule skompromitowanego doktora Kopki lecz czcigodną sędzię Trzcińską. Wspomina się nawet o kamykach – składanych w proteście każdego dziewiątego dnia miesiąca przy skwerze Alojzego Pawełka. W tej informacji Gazeta pokonała nawet Nasz Dziennik, który nigdy o tym nie pisał...

Pomimo miłych gazetowych jaskółek, nie obyło się jednak bez manipulacji i tak; IPN nie potwierdza szacunkowej liczby 20 tysięcy ofiar obozu jak autorzy sugerują, lecz się od tych „ustaleń” pochodzących od Kopki – odcina. Odnośnie zaś wspomianego Jana Rudzińskiego, to nie ma on statutowych kompetencji decydowania o losie pomnika. Wspominała o nim sędzia Maria Trzcińska w Rozmowach niedokończonych w Radiu Maryja. (**) Zasłynął on ze szkodliwego dla sprawy pamięci o KL Warschau działania, poprzez dopuszczenie do rozbiórki w 2004 r. za jego przyczyną, urządzeń zagłady - takich jak betonowego muru szubienicy na Kole, na którym Niemcy dokonywali egzekucji Polaków poprzez powieszenie i paleniska w lasku na Kole w kształcie litery „T”, ktorego Niemcy używali do spalania zwłok zanim wybudowali krematoria.

Co do propozycji Władysława Terleckiego – zgłaszającego kolejny projekt na pomnik - wydaje mi się, że jako „narodowiec” zbyt łatwo odstępuje od miejsca poświęconego już przez księdza Peszkowskiego. Od miejsca, gdzie zakopano akt erekcyjny wraz z prochami z miejsc polskich kaźni jak Katyń, Miednoje... A przy tym wyraża lekceważenie dla akcji protestacyjnej „Niechaj przemówią kamienie” – akcji prawdziwie narodowej - składania kamyków i palenia zniczy w miejscu uświęconym pod pomnik.

Rozbijanie uprzednio podjętych ustaleń co do pomnika przy skwerze Alojzego Pawełka, może sugerować przeciwnikom budowy pomnika możliwość przyjęcia jakiegoś innego rozwiązania - pod pretekstem toczących się sporów. Takie rozwiązanie sugeruje oprócz omawianego artykułu także artykuł z dn. 25 06 2009 r. z "Życia Warszawy" pt. „Czy miasto postawi pomnik KL Warschau?” (***) Pan Władysław Terlecki już wcześniej zasłynął używając wpływu poprzez znajomą w Kongresie Polonii Amerykańskiej, aby kongres nie popierał budowy pomnika KL Warschał na skwerze Alojzego Pawełka gdyż pomnik jest „ateistyczny”.

Przepowiednia z Gardei

Pozwolę sobie dla zilustrowania sprawy budowy pomnika przytoczyć głos Haliny z Gardei – dostępny we wspomnianych Rozmowach Niedokończonych – głos o tyle cenny, że pochodzący od osoby niepolskiego pochodzenia, a więc osoby z poza uczestników sporu - obiektywnie krytyczny swą oceną z zewnatrz: „Pomnika KL Warschau nie będzie – tak twierdzi Halina Zamel. Dlaczego? - Będzie owszem zmiana lokalizacji, zwlekanie, może inna komisja, może nie ten wzór, prawda... Dlaczego? Dlatego, że proszę Państwa, Warszawa to jest miejsce bohaterskiego Getta. Warszawa to jest holokaust i cierpienie Żydów. – Za murem Polacy na karuzeli się krecą i jest im wesoło – nie można zburzyć takiego obrazu polskiego antysemityzmu wyssanego z mlekiem... No nie można bo wówczas świat zobaczyłby, że Polacy również byli mordowani i do tego dopuścić nie wolno...”

Sarkastyczna na pozór przepowiednia, ale czyż jej pierwsza część – dotycząca lokakalizacji pomnika – nie zaczęła się spełniać? Pod rozwagę radnym warszawskich przekładam.

Postscriptum

„Ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz stawia pomnik.” To zdanie ściągnąłem z Wyborczej i był to podtytuł, innego artykułu na ten temat - tych samych autorów, który przypadkowo znalazłem już po zakończeniu swojego artykułu. Tytuł artykułu brzmi: „Pomnik to za mało. Chcą też krzyży i tablicy” (****) Jego data prawie taka sama: 28 06 2009 (dwa dni różnicy). Ten gwałtowny wysyp tematu KL Warschau w Gazecie powinien coś znaczyć. Chyba, że jest to zwykła prowokacja bo z artykułu wynika, że pomnik ma być na terenie getta i poświęcony nie 200 tysiącom pomordowanych Polaków wśród których byli również i Żydzi, lecz 20 tysiącom głównie Żydów - pośród których były inne narodowości.

No cóż, widocznie zgrzeszyłem dostrzegając w wyborczej jaskółki i przyszła kara boska. Cytuję: „W maju na konferencji zorganizowanej na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego przegłosowali fakt istnienia obozu jako urządzenia masowej zagłady.” Doprawdy nikt przed przeczytaniem tego w Gazecie nie wiedzał - bo czegoś takiego nie było. Z uczestników, wymienia tylko jednego i o dziwo uznanego przez Gazetę za „narodowca” – Władysława Terleckiego: „który wcześniej zidentyfikował powojenne urzadzenia wentylacyjne tunelu jako używaną przez Niemców komorę nawiewową”. Przy powielaniu tego odkrywczego novum, historycy będą traktować Wyborczą jak źródło...

Natomiast dr Andrzej Krzysztof Kunert „historyk II wojny światowej” – jeśli nie jest cymbałem ani postacią zmyśloną na użytek jakiejś gazetowej fikcji – o 600 tysiącach ofiar mówi jako źródło, bo taka liczba nigdy ze strony sędzi Marii Trzcińskiej nie padła o co doktor sędzię niezłomną dla dezinformacji pomawia.

Sprawę KL Warschau rozstrzyga natomiast definicyjnie „znawca dziejów okupowanej Warszawy” prof. Tomasz Szarota: „Liczba ofiar obozu – 20 tys. – jest całkiem realna. Ale nie byli to warszawiacy tylko Żydzi.”

No cóż profesor nie może być przecież kretynem i w tym jest jakiś szkopuł.



Przypisy:
(*)Pomnik Kl Warschau - narodowcy mówią: Nie!
(**)KL Warschau: niemiecki obóz zagłady dla Polaków
(***)Czy miasto postawi pomnik KL Warschau?
(****)Pomnik to za mało. Chcą też krzyży i kaplicy

1 komentarz:

  1. Tą scianę śmierci też rozebrali! W 2004 roku.

    OdpowiedzUsuń