sobota, 3 czerwca 2017

Referat o KL Warschau pt. Historyk, polityk, czy smrodziel?


I

Prof. Jan Żaryn 2 stycznia 2017 r. na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle oznajmia: „Na dziś nie umiemy udowodnić jako naukowcy, że istniał KL Warschau inaczej rozumiany niż Gęsiówka”. Inaczej rozumiany niż mówią o tym dowody, które Kopka odnalazł i które zaprzeczają istnieniu komory gazowej. Stwierdza przy tym kategorycznie: „nie gazowano, takiego dowodu nie mamy...” (1)

Oznacza to, że profesorowie B. Kopka i J. Żaryn, którym tytuły naukowe podwyższono już po „pracy” nad KL Warschau - to naukowcy, a profosorowie tacy jak: M. Chrech-Modelska, W. Bojarski, J.R. Nowak, R. Bender, E. Prus, których tytuły nie zmieniły się w trakcie dysputy o KL Warschau - uznający jednak wszystkie lagry KL Warschau i komorę gazową – naukowcami już nie są. Należałoby przy tym poprosić prof. Żaryna aby nie był taki figo fago, tylko ujawnił rąbek tajemnicy naukowej, jakież to dowody Kopka odnalazł – choćby jeden przykład - bo jak dotąd nikt jeszcze tego nie sprecyzował, a przy okazji przypomnieć wypowiedź profesora z 2008 r, cyt: „wywody Kopki w jego książce nie są stanowiskiem IPN, lecz prywatnymi poglądami autora”(2) i zapytać kiedy kłamał? Wtedy, czy teraz? Nalęży wskazać w tym miejscu na zasługi tegoż profesora, że owe „prywatne poglądy” stały się owocem pracy wydawniczej IPN z tłumaczeniem na niemiecki, a wyniki śledztwa prowadzonego przez sędzię Marię Trzcińską w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce już takiego wyróżnienia nie doczekały się (3).

Prof. Żaryn prosi w swojej wypowiedzi o dowody naukowe, że KL Warschau to nie tylko Gęsiówka. Proszę bardzo – przytaczam kilka za sędzią Marią Trzcińską i numeruję specjalnie dla profesra, aby utrwaliło mu się, że jest ich więcej niż jeden. Istotne jest to o tyle, że cytowane przez niego na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle: „wiem, że nic nie wiem” – rozsławiło wprawdzie pewnego filozofa lecz z profesora może uczynić kretyna.

Dowód nr 1: Jeżeli zeznania członka załogi KL W - Michaela Fleischera z SS przed Komisją Amerykańską w Dachau, że KL Warschał jednorazowo mieścił 35-40 tys. Więźniów, a Gęsiówka razem z Pawiakiem mogła pomieścić zaledwie 12 tys. - to znaczy, że istniały w Warszawie inne lagry niż Gęsiówka. Liczbę 40 tys. Potwierdza sprawozdanie wywiadu Armii Podziemnej do Polskiego Rządu w Londynie.

Dowodem nr 2 jest Mapa Rudolfa Hoessa, na której niemiecki oprawca oznaczył KL Warschau trzema krzyżami i trzema trójkątami co oznacza, zgodnie z legendą na tej mapie, że był to Vernichtungslager - obóz natychmiastowej zagłady - a ilość trójkątów odpowiada liczbie ilości lagrów (oprócz Gęsiówki istniały zatem jeszcze dwa lagry – na Kole i Warszawie Zachodniej). (4)

Dowodem nr 3 jest rozkaz Himmlera z dn. 09. 10. 1942 r. - nakazujący zgrupowanie żydowskich pracowników zbrojeniówki cyt: „ w najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych, tzn. w Warszawie, Lublinie”. A ponieważ w tym czasie „Gęsiówki jeszcze nie było, a więc musiały tam istnieć inne lagry. (4)

O starym i nowym kompleksie można się również dowiedzieć z pism Centrali w Ludwigsburgu do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z 1973 r., a więc jeszcze przed rozpoczęciem polskiego śledztwa.

Dowodem nr 4 jest rozkaz Himmlera z dn. 16. 02. 1943 r, który mówi: „Ze względów bezpieczeństwa zarządzam, aby Getto Warszawskie, po przeniesieniu tu Obozu Koncentracyjnego, zostało zburzone.” A więc Obóz musiał istnieć poza „Gęsiówką”, bowiem nie mogło być mowy o przenoszeniu czegoś czego nie było (4).

Dowódem nr 5 – bardzo wymownym – jest sprawozdanie sekretarza Komisji dla Zbadania Zbrodni Niemieckich w Warszawie z dn. 20.07.1945 r. – Bronisława Świderskiego cyt: „teren Gęsiówki stanowił jeden z kilku obozów zagłady znajdujących się w Warszawie.” Naturalnie sekretarz nie miał wtedy wiedzy, że nie były to osobne obozy zagłady, lecz lagry tegoż samego obozu KL Warschau. Ze wzgędu na datę – zaraz po wojnie i stanowisko świadka, owe zeznanie pełni rangę dowodu żelaznego. Potwierdzają je także zeznania późniejsze, których ze względu na ilość już nie przytaczam.

Dowodem 6 może być zachowany z obozu dokument niemiecki zawierający grafik dyżurów na miesiąc lipiec 1944 r. dla komanda elektryków w celu wzmożonego sterowania prądu nocą w lagrze I i w lagrze II.

II

Odnośnie stwierdzenia prof. Żaryna: „nie gazowano w KL Warschau” - przypomnę na wstępie, że pomimo tego, że dotąd nie przeprowadzono w IPN kwerendy pod kątem KLW - jest na ten temat dużo zdobyczy przypadkowych, a w tym kilka meldunków Armii Podziemnej i to zarówno o budowie jak i funkcjonowaniu komór gazowych – wymienianych w liczbie mnogiej, jak również meldunek o zagazowanych 250 zwłokach kobiecych - rozładowanych do spalenia na terenie „Gęsiówki”. Tak duża liczba jednorazowa zwłok wskazuje na istnienie bardzo dużej komory. Taki warunek spełniał tunel Warszawy Zachodniej. Są wreszcie zeznania świadków – nieliczne wprawdzie – ale skąd mogli wiedzieć potencjalni świadkowie o śledztwie prowadzonym przez sędzię Trzcińską - wbrew decydentom – śledztwie niechcianym, przerywanym i toczącym się w tajemnicy przed społeczeństwem?

Monstrualne komory były w tunelu Warszawy Zachodniej, niewielkie natomiast w „Gęsiówce” - gdzie znaleziono po wojnie duże ilości „Cyklonu B”. Stosowano również samochodowe komory przewoźne – potwierdzone poprzez wstrząsające zeznania świadków żydowskich, którzy byli wykorzystywani do sprzątania owych niemieckich cudów techniki motoryzacyjnej. Tak się składa, że właśnie Żydzi pełnili w tym obozie różne funkcje pomocnicze – takie jak chociażby spalanie zwłok przez komando żydowskie. Używanie tu Żydów miało za zadanie ukrycie przed Polakami – jakże skuteczne - zbrodni w Obozie Zagłady dla Polaków i jej rozmiar. Wspomnieć tu trzeba znamienny rozkaz Wilhelma Koppego z 20.07.1944 r. dotyczący ekstreminacji Polaków - likwidowanego wtedy obozu śmierci cyt: „w żadnym wypadku nie można dopuścić do tego, aby więźniowie nie Żydzi byli uwolnieni, lub żywi wpadli w ręce wrogów, ruchu oporu lub Armii Czerwonej" (5). Tak też się stało.

Po latach trzeba Niemców cynicznie pochwalić za przebiegłość, skuteczność i spryt – już to i dzisiejszy – zważywszy, że polscy prokuratorzy wysyłają im zupełnie bezkarnie polskie archiwa niemieckich zbrodni wojennych. Owi prokuratorzy dopuszczają przy tym do przestępczej likwidacji urządzeń komór gazowych, co do których toczy się formalnie wciąż trwające śledztwo, a przed ich likwidacją nie dokonują nawet dodatkowych specjalistyczno – ekspercko – technicznych badań.

„Pochwalić” można owych prokuratorów za lojalność dla naszej tzw. „żydokomuny”, która ową „Gęsiówkę” zagospodarowała na 10 lat po wojnie - dla polskich patriotów – o czym prokuratura w mediach, nawet bąka nie puściła, a powinna jednak powiadomić o wynikach trwającego już ćwierć wieku śledztwa nad tym obozem. Śledztwa domniemanego, bo ja nie wiem czy prokuratura - wywodząca się z prawniczej kasty owej „żydokomuny” - w ogóle zawracała sobie głowę tak „zasmarkaną” sprawą jaką było cierpienie polskie. „Resortowe” dzieci zawiniły w tworzeniu białych plam w tym temacie, czy może już „resortowe” wnuczęta?

Trzeba zwrócić uwagę, że powojenny obóz na terenie byłej „Gęsiówki” istniał kilka razy dłużej niż obóz KL Warschau, a mimo to nic o nim nie wiemy. Nie wiemy, czy nie gazowano nadal w tym obozie ludzi po wojnie i kto był tam katem, kto ofiarą i czy kaci żyją? A może właśnie na ich wymarcie czekano, bo skąd owe ćwierć wieku urojonego prze ze mnie śledztwa, śledztwa, które nie ujawniło ofiar? Porównajmy skuteczność owego śledztwa ze skutecznością śledztwa sędzi Marii Trzcińskiej nad niemieckim obozem zagłady, a przy tym postawmy pytanie; dlaczego Michnik - mogący mieć wiadomości o tym obozie powojennym z pierwszej ręki od swego brata – nie napisał o tym na „Ga Ge” ani słowa?

III

Trąby jerychońskie na „Ga Ge”, „Rzeczpospolitej”, „Onet”, „Presreader” – trąbią w to miejsce, o dokonaniu wielkiego odkrycia przez historyka (nieprawda), pracownika IPN (nieprawda) i specjalisty od zdjęć lotniczych (nieprawda) - Z. Walkowskiego, że komin w krematorium KL Warschau miał wysokość 15 m i że w końcu wiadomo, że nie było ani komór gazowych, ani innych lagrów niż „Gęsiówka”, ani tylu ofiar co sędzia Trzcińska naliczyła. A już na pewno, że polskich ofiar nie było więcej niż żydowskich. W nowej – starej hucpie udział wzięło „Prosto z mostu”, „Polonia Christiana”, a „Niezłomni” nawet prof. Kopkę do uwiarygodnienia hucpy dołączyli. Naturalnie o sędzi nigdy w życiu na swoim portalu nie wspominali. Czyżby nie była już tak „niezłomna” jak Walkowski czy Kopka? Nawiasem, jak będą robić zbiórkę na piękne cele, niech najpierw rozliczą poprzednie, bo w tej redakcji śmierdzi.

Panu Walkowskiemu – dorobiono legendę zaslużonego varsavianisty piórem historyka z ograniczoną odpowiedzialnością - Kunerta i zorganizowano konferencję prasową w Archiwum Akt Nowych, gdzie zaprezentował swoje i nie swoje „ustalenia” w sprawie KL Warschau - tak jakby był rzecznikiem prasowym – nie wiadomo czyim. Ów „badacz” zbrodni niemieckich nad Polakami jest wyraźnie badaczem „na nie” i stąd jego wybiórczość w doborze samolotowych fotografii. Przemilcza zatem drugi lager w Warszawie Zachodniej – doskonale na zdjęciach widoczny, jak też nieznane dotąd – zupełnie nowe fotografie prezentowane w książce prof. Bojarskiego - dotyczące lagru na Kole. W zamian wałkuje sprawę drewnianego Koła – tak jakby nie była ona wyjaśniona dostatecznie przez sędzię w jej drugiej książce, że baraki obozowe na kole były dwa razy dłuższe niż baraki na Księcia Janusza i że obozowe były dalej...

Mówienie w prasie o setkach zdjęć lotniczych, na których nie widać śladu bań gazotwórczych jest kłamstwem propagandowym, bo tylko na jednym właściwie - można ze względu na techniczną jakość dopatrywać się owych szczegółów. Ogłoszony brak ich na zdjęciu nie jest fizycznym brakiem, lecz skutkiem skrycia owych bań w nasypiskach żwiru, co ustalili specjaliści odczytu zdjęcia (11). Owe usypiska widoczne są również na zdjęciu tego terenu sfotografowanego z ziemi – znajdującym się w Muzeum Kolejnictwa. Warto tu jeszcze wtrącić, że biuro geodezyjne dysponowało planem inwentaryzacyjnym terenu tunelu, na którym istniała nieznanego pochodzenia i przeznaczenia instalacja podziemna ze studzienkami. Niestety nikogo nie interesujaca, a postulaty sędzi, że teren Warszawy Zachodniej i Koła powinny objąć badania archeologiczne nie zyskały nigdy akceptacji. Nie uzyskały również akceptacji postulaty Janusza Kurtyki - przebadania w ten sposób terenu przeznaczonego pod Muzeum Żydowskie.

Walkowski dla zaprzeczenia istnienia komór gazowych udowadnia, że tunel był przejezdny za okupacji. Problem tylko w tym, że dokonuje tego na zdjęciach datowanych na czas, kiedy obóz KL Warschau już nie funkcjonował. I tak pierwsze zdjęcie opatrzone jest datą przekraczającą jeden miesiąc, a drugie aż kilka miesięcy po ewakuacji obozu i nawet jeśli tunel był wcześniej zasypany z jednej strony, to mógł być już w tym czasie udrożniony. Pośród badaczy odnośnie przejezdności są różne koncepcje i kwestia ta nie ma żadnego wpływu na meritum sprawy czy były tam komory.

Na innym ze zdjęć lotniczych - dotyczących ulicy Skalmierzyckiej – Walkowski zaprzecza isnieniu śladów lagru. Tymczasem fotografia została wykonana rok po likwidacji obozu, a więc baraki mogły być już rozebrane bo władze niszczyły ślady polskiej martyrologii. Nawet krematoria likwidowano. Baraki równie dobrze mogły być zlikwidowane przez Niemców, bo zwracały uwagę na komory gazowe. Na zdjęciu są jednak widoczne ślady ogrodzenia. Ogrodzenia czegoś co tutaj było...

Walkowski w zaprzeczaniu jest niezłomny. Zaprzecza - a jakże - również na podstawie zdjęcia, że tunel Warszawy Zachodniej nie był zasklepiony przed wojną betonem. Odsyłam go zatem do niemieckiego opisu obiektów strategicznych Warszawy, a w tym owego tunelu.

IV

Wielce propagandowym argumentem jego, jest dokument stwierdzający wykonanie silników do projektu Bortnowskiego, wykorzystującym urządzenia gazotwórcze komór gazowych do celów wentylacyjnych (12). Zakładam, że może być nawet prawdziwy, lecz nie stanowi znowu żadnego dowodu przeciwko komorom - z powou, że silniki wraz z łopatkami wentylatorów stanowią zawsze element wymienny armatury przewodów (rur) wentylacyjnych. Żeby było śmieszniej zacytuję na ten temat zeznanie Bortnowskiego z 5. 04. 2004 r. odebrane przez prok. L. Kochanowskiego cyt: „Wentylatory te (zaprojektowane przez niego WK) nie zostały w tej komorze w ogóle zamontowane i nie wiem z jakich przyczyn tego nie dokonano. W każdym razie wspominam o nich dlatego, że sędzia Maria Trzcińska (...) sugerowała mi ich istnienie już w czasie okupacji niemieckiej...”

Próby wykorzystania istniejących urządzeń poniemieckich do wentylacji w latach 70-tych miały miejsce o czym świadczy projekt adaptacyjny Bortnowskiego – niezależnie od tego czy silniki wymieniono i czy pracowały kiedykolwiek, bo oświadczenie PKP i Dyrekcji Dróg i Mostów kategorycznie zaprzecza temu. Natomiast projekt taki nie jest możliwy jako projekt nowej inwestycji wentylacyjnej z powodu, że jest absurdalny z następujących powodów. Mówię to jako inżynier elektryk i niejako kolega Bortnowskiego, bo pracujący w tamtych czasch w Biurze Projektów Kolejowych – tyle że w Lublinie. W takich projektach stosowano rozwiązania typowe. W przypadku wentylacji tunelu - zwyczajne otwory w sklepieniu z wentylatorami. Załóżmy, że jakiś idiota zaprojektowałby tak skomplikowane koromysło z niepotrzebnie hermetycznymi - a wręcz niedopuszczalnymi przy wentylacji drzwiczkami - bo zamknięcie ich powodowaloby cięższą pracę, przegrzewanie silników i niszczenie izolacji uzwojeń nawet poprzez spalanie. Taki projekt jako projekt nowej inwestycji, jakby nawet powstał - to nie uzyskałby uzgodnień międzybranżowych, bo choćby drogowcy wysłaliby projektanta do psychiatry, gdyby chciał im zająć miejsce sąsiedniego pasa dla pieszych, a przecież owa monstrualna maszynownia likwidowała zupełnie przepustowość tunelu dla pieszych. Tutaj Walkowski „ujawnia”, że projekt był dwuetapowy – perspektywiczny, że wybudowano banie i szyby, a wykorzystano jedynie szyby – pozostawiając banie do wykorzystania perspektywicznego (sic!) Zdaję się, że drogowcy wysłaliby projektanta od razu na oddział zamknięty w Tworkach, bowiem etapowo projektuje się duże inwestycje o zmieniających się parametrach w czasie.

A teraz uwaga! Czy projektant wybiegał rzeczywiście w przyszłość – czy może w przeszłość wojenną, bo w żaden sposób nie potrafił wyjaśnić sędzi Trzcińskiej przeznaczenia niektórych fragmentów projektu. Nie wiedział po co zaprojektował misy gazotwórcze ze specjalnymi otworkami w owych baniach i przeróżne dodatkowe obwody, które jeszcze przed wykorzystaniem perspektywicznym owych bań zostały jednak usunięte, a otwory po nich prowizorycznie zaślepione blachami. Istnieje na ten temat dokumentacja fotograficzna - wykonana przez eksperta Zakładu Kryminalistyki MSW ze śledztwa sędzi Trzcińskiej.

Nie dość, że inż. Bortnowski nie potrafił uzasadnić podczas śledztwa sędzi Trzcińskięj celowości i sensu owych mis - absurdalnych przy wentylacji, to już w śledztwie prok. Kochanowskiego - takich kwestii wyjaśniać nie musiał. Dlaczegóż to prokurator nie zapytał Bortnowskiego o funkcję tych detali i nie posadził go w razie amnezji dla odświerzenia pamięci za kratki, albo za fałszywe zeznania, albo za to, że zaprojektował urządzenie ludobójcze do gazowania ludzi? Pan Bortnowski zdaje się jeszcze żyje, więc jeszcze nie jest za późno...

Nawiasem to i pan Walkowski w prezentowanym materiale w Archiwum Akt Nowych zawarł niechcący dowody przeciwko Bortnowskiemu. Cytuję z projektu: „Komora wentylacyjna została zlokalizowana na międzytorzu 2S-2Ł jako budowa podziemna po stronie przewidywanego tunelu pieszego” (13 ). Jak widać, wiedział o przewidywanym tunelu, a więc nie mógł projektować w tym samym miejscu maszynowni likwidującej przepustowość jego.

I drugi cytat z tego projektu – przesądzający już, że urządzenia nie powstały w skutek projektu jako urządzenia nowe, lecz adoptowane już istniejące cyt: „Wyrzutnie powietrza zlokalizowano na międzytorzach i wykonane będą z lekkich słupków stalowych – osłoniętych siatką ogrodzeniową, przykrytych lekkim daszkiem”. Takie wykonanie miałoby sens techniczny przy wentylacji, tylko że nie zostało nigdy zrealizowane, bo pozostawiono już istniejące budowle z cegły zadaszonej cementem i z hermetycznymi – nonsensownymi przy wentylacji drzwiczkami do zamykania. Istnieje przy tym dokumentacja fotograficzna Zakładu Kryminalistyki ze śledztwa sędzi Trzcińskiej - ukazujaca reperacje murarskie owych urzadzeń. A więc stan faktyczny – wykonanie - był inny niż w projekcie. W dodatku reperacje wskazywały, że nie była to nowowybudowana konstrukcja, lecz stara poniemiecka – wyremontowana i adoptowana do innego przeznaczenia, bowiem od projektu Bortnowskiego do badania tych urządzeń przez biegłych w śledztwie sędzi minęło zaledwie 15 lat i obiekt gdyby był nowym - nie wymagałby przeprowadzonych reperacji.

W śledztwie sędzi Trzcińskiej zespół biegłych z dr P. Kijkowskim – specjalistą od cieczy i gazów nie konsultował zapewne silników wentylatorów z ekspertem do spraw elektrycznych, a nie stwierdzając śladów wymiany, uznał je za poniemieckie. Przeszacowano przy tym ich moc według mojej oceny - dokonanej po oględzinach prasowych zdjęć 2 silników zdemontowanych przy rozbiórce komór gazowych. Naturalnie przy założeniu, że nie zostały one podmienione, bo nadzoru prokuratorskiego nad rozbiórką nie było, a w to miejsce skwapliwie pilnowano, żeby Komitet Upamiętnienia KL Warschau nie zdobył demontowanych urzadzeń – z wyjątkiem owych 2 silników, których tak szczęśliwie znaleziono później producenta. Ewentualne przeszacowanie zgłosiłem sędzi – informując przy tym, że wymiana wentylatorów nie pozostawia praktycznie żadnych śladów, bo do istniejącej armatury można dobierać i przykręcać śrubami silniki z łopatkami o różnych parametrach w zależności od potrzeby. Cała – jeśli ją tak nazwać - afera z silnikami, podobnie jak przejezdność komory gazowniczej - nie stanowi merytorycznych podstaw dla zaprzeczenia wykorzystywania jej do celów ekstreminacyjnych przez Niemców.

Podkreślę tu jeszcze raz, że wszelkie „niedociągnięcia” wynikają ze specyficznych warunków niechcianego i prowadzonego w tajemnicy przed decydentami, a zatem i w tajemnicy przed opinią społeczną – śledztwa. Śledztwa, które Sędzia Niezłomna doprowadziła jednak do końca i na jego ołtarzu poległa. Bóg z nią. Gdyby nie ona to ani Polacy ani Żydzi nie wiedzieliby nic nawet o Gęsiówce. Tymczasem nagrody, wyróżnienia, tytuły zebrał Kopka. Kustoszem Pamięci Narodowej została osoba, przyjęta niegdyś do Wytwórni Filmów Fabularnych, będących oczkiem w głowie propagandy w czasach stalinowskich - właśnie w stalinowskich czasach - nie wiadomo za czyje zasługi. Tymczasem na próżno zabiegaliśmy w IPN z prof. M. Chrech-Modelską o takie wyróżnienie pośmiertne dla sędzi Trzcinskiej. Próżno też zabiegałem - osobiście wręczając list pierwszej damie – o wyróżnienie Sędzi orderem przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego - w zamyśle jako wspieranie przez niego obiecanego pomnika KL Warschau. Na próżno – w odróżnieniu od pana Z. Walkowskiego, takiego wyróżnienia nie otrzymała.

Komu chała, komu wała, komu SSmańska cześć? Przysłowiowe sukin syny to właśnie dzisiejsza SS! Prawda jak się literki zgadzają? Prof. J. Żaryn razem z Robertem Walkowskim jest członkiem klubu „Polska Jest Najważniejsza”. Występują np. wspólnie z ks. Majem pod Pomnikiem Męczenników Terroru Komunistecznego - gdzie Walkowski reżyseruje nawet owe patriotyczne uroczystości (15). Tak wygląda garnitur. Podszewka do niego jest na facebooku, gdzie wykpiwa zawołanie młodzieży „chwała bohaterom”. Natomiast w polskim „Bóg, Honor, Ojczyzna” - dopuszcza się nawet wyszydzającego bluźnierstwa - zastępując słowo „Bóg” wyrazem znaczącym drzewo – „buk” Podobnie kpiarsko postępuje z Honorem i Ojczyzną...

Wracając do prof. Żaryna to trudno uwierzyć, że ów historyk, czy może polityk – nie będę rozstrzygać – ma także kłopoty z wynikami śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego w sprawie mordu na ks. Jerzym. Odrzuca je w ciemno – nawet ich nie znając detali - bo śledztwo udaremiono przecież. Nie dopuszcza innej wersji zdarzeń, niż obowiązujacej do dzisiaj wersji Kiszczaka. Profesor wierzy przy tym w niewinność kierowcy księdza - stając jednocześnie w jego obronie (15). Co łączy te dwa - jakże różne śledztwa i kogo profesor dyspozycyjny wspomaga?



1. https://www.youtube.com/watch?v=-9j-1aJOoFo godz: 2.13

2. http://wojciechkozlowski.blogspot.ca/search?updated-max=2009-03-17T22:26:00-07:00&max-results=1

3. http://wojciechkozlowski.blogspot.ca/2012/01/prof.html

4. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?updated-max=2009-02-18T19:56:00-08:00&max-results=1

5. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?updated-max=2009-03-02T12:35:00-08:00&max-results=1

6. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21625736,dosc-juz-bredni-o-kl-warschau-komentarz-urzykowskiego.html?disableRedirects=true

7. http://tustolica.pl/ofiar-nie-bylo-pomniki-sa-absurd-na-woli_75169

8. http://warszawa.onet.pl/historyk-podczas-ii-wojny-obok-dworca-zachodniego-nie-bylo-komory-gazowej/52d1fx3

9. http://prostozmostu.pl/sensacyjne-ustalenia-historyka-ipn-twierdzi-ze-na-terenie-obozu-nie-bylo-komor-gazowych,6028.html

10. http://niezlomni.com/sa-nowe-fakty-sprawie-niemieckiego-obozu-kl-warschau-zmniejsza-rozmiarow-zbrodni-zginelo-nim-tysiecy-ludzi-foto/

11. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?updated-max=2016-02-02T22:20:00-08:00&max-results=1

12. http://www.aan.gov.pl/art,266,12-kwietnia-2017 (zdjęcie 13/17)

13. http://www.aan.gov.pl/art,266,12-kwietnia-2017 (zdjęcie 11/17)

14. http://wpolityce.pl/polityka/187004-uroczystosci-przy-pomniku-meczennikow-terroru-komunistycznego-1944-1956-mlodziez-obecna-pod-pomnikiem-jest-gwarancja-zachowania-pamieci-zdjecia



15. http://kolaska.salon24.pl/739195,zbrodnia-na-ksiedzu-jerzym-czyli-w-co-nie-wierzy-prof-jan-zaryn

2 komentarze:

  1. Panie Wojciechu, wielkie dzięki za ten niezwykle merytoryczny wpis, kondensujący świetnie najważniejsze wątki toczonej dziś dyskusji. Należałoby go jak najszerzej upowszechniać.
    Swoją drogą, mam wrażenie, że ta obecna nasilająca się chyba dyskusja i coraz bardziej nachalne propagowanie kopkowych tez świadczy o tym, że temat jednak się przebija, wywołując pewien popłoch. Ja interpretuję to jako dobry znak :). Z pozdrowieniami, MM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo Panie Marcinie. Jest ono dla mnie ważne jako pochodzące od człowieka znającego sprawę KL W i jednocześnie zasłużonego powołaniem grupy dociekającej prawdy o nim. W podobnym tonie podziękował mi prof. Bojarski, którego wypowiedź cenię szczególnie ze względu na jego dorobek w temacie - uwieńczony książką przemilczaną przez wszelkie media i historyków „uznanych” i tych wspinających się po drabinie kariery.
      Właściwie to dzięki grupie, którą Pan stworzył napisałem referat na sympozjum o KL W jaki zorganizowali. Chyba był za długi – tak się domyslam - bo nie skorzystali, ale dzięki nim powstał i nawet moje oczy otworzył na niektóre sprawy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń